Aktualności

 

Nasze aukcje
Kanał Youtube
Kanał Instagram

CANON C300 MK II – TEST portalu VideoDSLR

Canon C300 mk II trafił do naszej redakcji już jakiś czas temu. Czas opublikować test tej kamery.

Za każdym razem gdy konkurencja prezentuje jakiś dobry filmujący aparat czy interesującą nową kamerę pojawiają się te same głosy. Głosy ludzi, którzy po latach pracy na aparatach Canona czekają na „ten kolejny wielki produkt” tej firmy i wahają się, czy czekać nadal czy zmieniać system. Aż w końcu upragniony produkt firmy na C ma premierę. Jedyni zadowoleni, rzucają się na niego, inni, zawiedzeni, żałują, że nie kupili czegoś innego i zmarnowali pół roku na czekanie. Jak będzie tym razem? Czy Canon C300 mk II okaże się wart pokładanych w nim nadziei?

Za udostępnienie kamery oraz zestawu obiektywów Canon CN-E dziękujemy firmom BEiKS i Canon Polska.

Pierwsze wrażenie, jakie sprawia urządzenie jest bardzo dobre. Wszystko jest solidnie wykonane, a po samodzielnym przykręceniu rączki dołączonym do zestawu kluczem imbusowym absolutnie nie miałem oporów, by trzymać za nią kamerę, nawet gdy podłączony do niej był ciężki obiektyw z filmowej rodziny Canona.

Każdy kto kiedykolwiek pracował na C100 czy C300 momentalnie połapie się w obsłudze modelu mk II. Wszystkie potrzebne przyciski zostały wyprowadzone na korpus, a do tego sporą część z nich można przeprogramować według własnych potrzeb.

Jedyne zastrzeżenie jakie mam to, moim zdaniem, niewykorzystanie w pełni potencjału bocznego uchwytu. Naprawdę nie miałbym nic przeciwko, gdyby znalazły się tam dwa programowalne kółka i/lub dodatkowe przyciski odpowiedzialne za balans bieli i czułość. Dałoby to osobom przyzwyczajonym do aparatów możliwość ustawienia najważniejszych parametrów nagrywania prawą ręką, bez konieczności odrywania drugiej od obiektywu.

Zdecydowanie więcej jest jednak plusów. Po pierwsze – modularna konstrukcja. Canon C300 mk II pozostaje w pełni funkcjonalnym urządzeniem nawet gdy pozbędziemy się górnego uchwytu, bocznego uchwytu czy monitora (choć wtedy stracimy też wejścia XLR). Sam monitor możemy zresztą podłączyć na wiele różnych sposobów w zależności od tego jaka jego pozycja jest dla nas w danej chwili najwygodniejsza. Podczas nagrywania materiałów testowych zdarzyło mi się na przykład zamocować go na… rączce od statywu. Karol (pardon, redaktor Woźniak) trzymał go z kolei luzem na kolanach podczas filmowania z okna jadącego samochodu.

Drugi plus to wizjer. Dobrej jakości z wygodną muszlą i istniejący samodzielnie, a nie jako nakładka na monitor jak ma to miejsce w kamerach Sony serii FS.

Trzecia ważna rzecz to filtry szare. Przyznam się szczerze, że sterowane elektronicznie filtry dotychczas uważałem za zbędny gadżet podnoszący cenę kamery. Już tak nie uważam, pracuje się z nimi naprawdę wygodnie, a dwa wkomponowane w korpus przyciski trudniej naderwać niż stosowane często w innych urządzeniach pokrętło. Ważne jest także, że nawet gdy obydwa koła z filtrami są w użyciu (co ma miejsce przy ND8 i ND10), nie wpływa to na jakość obrazu.

Do tego kamera informuje użytkownika, że w torze optycznym pojawił się dodatkowy element i sugeruje sprawdzenie ostrości. Nigdy mi się nie rozjechała, ale teoretycznie jest to możliwe. Ze wszystkich tych rzeczy najważniejsze jednak dla mnie pozostaje to, że mamy do dyspozycji w porywach do 10EV gęstości filtra szarego. Czyli nawet w słoneczny dzień możemy używać w pełni otwartej przysłony i nominalnej czułości matrycy.

Jeśli chodzi o ustawianie ostrości to miłym dodatkiem jest system Dual Pixel CMOS Autofocus. Co prawda z moją wiekową Sigmą 20/1.8 troszkę szarpał (a obiektywy CN-E są manualne), niemniej jestem przekonany że w parze z dobrej klasy „elką” efekt jego pracy byłby absolutnie akceptowalny. Co ważne, możemy korzystać z jego podpowiedzi także ostrząc manualnie – w takiej sytuacji na ekranie pojawiają się trzy trójkąty wskazujące nawet w którą stronę należy przeostrzyć, żeby było dobrze. Działa to świetnie i bardzo precyzyjnie.

Nieco zastrzeżeń mam natomiast do peakingu. Pomimo różnych ustawień pozostawał on zbyt delikatny, a czasem wręcz niewidoczny. Na szczęście cyfrowe powiększenie wybranej części kadru działa bez zarzutu (także w trakcie nagrywania) i w awaryjnej sytuacji można ratować się nim oraz podpowiedziami „Dual Pixela”.

Jakość obrazu jest bardzo dobra, choć nie mam odczucia, by Canon C300 mk II jakoś specjalnie górował pod tym względem czy też ustępował swojemu największemu konkurentowi czyli Sony FS7. Porównaniu obydwu urządzeń poświęcę jeszcze osobny akapit, tu skupmy się na Canonie.

Użyteczne czułości dla mnie osobiście kończą się w okolicach iso 6400, choć oczywiście dużo zależy od tego co mamy w kadrze, jak ustawimy ekspozycję, jaki mamy osobniczy poziom tolerancji szumu i co planujemy potem z materiałem zrobić.

Kamera dobrze radzi sobie z prześwietleniami, granica między materiałem posiadającym jeszcze informacje a przepałem jest płynna i nie bije po oczach. Lekkie niedoświetlenie Canon C300 mk II też zniesie, ale z tym lepiej nie przesadzać. Oczywiście nieco pomaga 10- lub 12-bitowy zapis koloru, ale nadal wyciąganie więcej niż 2EV z cienia będzie wiązać się z widocznym wzrostem szumu.

Warto także odnotować, że w ekstremalnych sytuacjach cienie rejestrowane przez kamerę nabierają nieprzyjemnej, zielonkawej barwy.

Okryliśmy też pewną ciekawostkę, która, jak się wydaje, umykała dotychczas innym testerom. Okazuje się, że nie tylko urządzenia Blackmagic Design i Sony miewają tendencję do generowania czarnych plam w mocno prześwietlonych miejscach (efekt ten po angielsku bywa określany jako „Black Hole Sun”). Także Canon C300 mk II, niestety, cierpi na to schorzenie. W naszym przypadku za słońce posłużył reflektor BMW Z4.

Pozostaje mieć nadzieję, że jakaś aktualizacja oprogramowania rozwiąże problem i że nie trzeba będzie na nią czekać tyle, co na stosownego patcha do Blackmagica.

Co do kodeków to dla mnie osobiście absolutnym strzałem w dziesiątkę jest tryb HD/2K z próbkowaniem 4:4:4 przy 12 bitach na kanał. Daje to możliwości edycyjne niewiele ustępujące rawom i ostatecznie likwiduje potrzebę nagrywania w 4K/UHD i skalowania tego potem w dół tylko w imię zwiększenia szczegółowości i teoretycznej poprawy głębi koloru. A przy tym wszystkim wykorzystywany bitrate na poziomie 225Mbit/sek jest absolutnie akceptowalny. To mniej więcej tyle co ProRes HQ oferujący przy tej samej rozdzielczości 4:2:2 i 10 bitów, widać więc postęp, jaki dokonał się w międzyczasie.

Obraz nagrywany w tym trybie, mimo pełnego próbkowania kolorów, zachowuje przy tym charakterystyczną canonowską „miękkość”. Dla jednych to zaleta, dla innych wada. Osobiście zaliczam się do drugiej grupy, muszę jednak przyznać, że po zaaplikowaniu lekkiego wyostrzania wszystko było już tak jak w moim odczuciu być powinno.

Kodekowi UHD/4K również niewiele mogę zarzucić poza objętością generowanych plików. Jakość obrazu jest naprawdę dobra, ale 430Mbit/sek jako „najlżejsza opcja” to jednak trochę dużo. Tym bardziej, że karty CFast nie należą do najtańszych.

Materiał koloruje się przyjemnie. Co prawda C-log 2 jest bardziej wymagający od „jedynki”, ale nadal da się osiągnąć zadowalające rezultaty z wykorzystaniem najprostszych efektów. Oczywiście LUT-y też działają. Co ciekawe, całkiem nieźle sprawdziły się także te przeznaczone do V-loga (profilu stosowanego w urządzeniach Panasonic).

Jeśli chodzi o tor audio, to mikrofon wbudowany jest, delikatnie mówiąc, słaby – jakość rejestrowanego przezeń dźwięku bardziej pasuje do smartfona niż drogiej profesjonalnej kamery. Wejść XLR nie miałem okazji przetestować w naprawdę wymagającej sytuacji. Przy prostym wywiadzie (który być może zostanie włączony do testu w późniejszym terminie) jakość dźwięku była absolutnie zadowalająca. Dźwięk w nagraniu powyżej został zapisany na zewnętrzny rejestrator (Tascam DR-40). Problemów z „rozjeżdżaniem się” zegarów kamery i rekordera nie odnotowałem.

Powoli zbliżam się do podsumowania, czas więc na obiecane wcześniej porównanie z Sony FS7. Ta ostatnia, zaprezentowana sporo wcześniej, zdążyła już na dobre zadomowić się na rynku i ustanowić pewne standardy, do których siłą rzeczy będą porównywane kolejne urządzenia o podobnych parametrach. Cały czas rosnąca liczba „siódemek” dostępnych w wypożyczalniach sprzętu wydaje się sugerować, że nie tylko ja jestem tego zdania.

Porównanie pozwolę sobie rozpisać w punktach – najpierw zalety / przewagi jednego urządzenia, potem drugiego. Jest to moja subiektywna opinia i może ona nie obejmować pewnych rzeczy, które będą ważne przy niektórych zastosowaniach.

W czym Canon C300 mk II jest lepszy od Sony FS7:

  • ma i wizjer i monitor, nie trzeba żadnych nakładek i nie trzeba wybierać
  • sterowany elektronicznie filtr szary z zakresem aż do 10EV
  • jeśli wierzyć specyfikacji – lepsza o 1EV rozpiętość dynamiczna (nie robiliśmy testu laboratoryjnego)
  • lepszy kodek HD/2K (4:4:4, 12-bit)
  • solidniejsze mocowanie bocznej rączki i monitora
  • możliwość używania C-Loga nawet przy iso160
  • Dual Pixel CMOS AF i możliwość użycia go do „podpowiadania” przy pracy z manualnymi obiektywami
  • łatwiejszy do kolorowania obraz prosto z kamery

W czym Sony FS7 jest lepsze od Canona C300 mk II:

  • wyższe klatkaże – 60kl/sek w UHD/4K i 180 w HD/2K (bez cropowania matrycy) kontra odpowiednio 30 i 120kl/sek (z cropowaniem)
  • bardzo dobry kodek 4K/UHD dający rozsądniejszy kompromis między jakością a objętością plików (250Mbit/sek kontra 430Mbit/sek)
  • możliwość stosowania Speedboostera dająca dodatkowe 1EV czułości w niektórych sytuacjach
  • wygodniejsza praca z ręki dzięki wysuwanemu uchwytowi
  • lepszy peaking
  • gniazda XLR w korpusie kamery (nie tracimy ich po odpięciu monitora)
  • nieco lepszy wbudowany mikrofon (choć oba nadal nadają się co najwyżej do rejestracji dźwięku pilotowego)
  • dwukrotnie niższa cena

Trudno w takiej sytuacji wskazać jednoznacznego zwycięzcę. Gdybym wydawał własne pieniądze, nie miałbym wątpliwości co kupić. Canon C300 mk II ma pewne zalety, ale różnica w cenie jest zdecydowanie nieproporcjonalna do możliwości. Ale już na przykład przy wynajmowaniu sprzętu z wypożyczalni, gdzie jego koszt jest doliczony do budżetu zlecenia – miałbym trudny orzech do zgryzienia.

Myślę, że na Canona zdecydowałbym się przy zleceniach kręconych w większości na zewnątrz. Przemawia za tym osobny wizjer, lepsze filtry szare, ciut większa rozpiętość dynamiczna, C-log dostępny przy niższej czułości i, przynajmniej na oko, nieco pancerniejsze ogólne wykonanie. Byłby też pierwszą opcją z tych dwóch przy realizacjach na green screenie ze względu na kodeki lepiej się nadające do tego typu prac oraz łatwiejsze do opanowania kolory.

Sony z kolei wziąłbym wszędzie tam, gdzie potrzebne będzie te 60kl/sek w 4K (dostępne także w trybie PAL, a nie, jak to często bywa, okrojone do 50kl/sek) oraz w miejsca słabiej oświetlone, gdzie Speedbooster mógłby dać mu dodatkową przewagę. FS7 wolałbym także do szybkiej reporterskiej pracy we wnętrzach, gdzie bazowe iso 2000 staje się zaletą, wysuwana rączka pomaga w kręceniu z ręki bez riga, a stosunkowo lekki kodek UHD/4K zostawia mi więcej miejsca na korekcję błędów na postprodukcji, jednocześnie nie zapełniając kart pamięci w ekspresowym tempie.

Czy zatem Canon C300 mk II to udana kamera? Zdecydowanie tak. Urządzenie to ma wszelkie predyspozycje do tego by stać się pierwszym wyborem fanów Canona i jego specyficznego „obrazka”. Znajdzie też zapewne sporo entuzjastów wśród ludzi korzystających na co dzień ze sprzętu różnych marek i dobierających go pod konkretne zlecenia. A poza wszystkim innym, to po prostu dobrze, że w tym segmencie pojawiło się kolejne urządzenie. Dzięki temu my jako użytkownicy mamy większy wybór, a inne firmy wiedzą, że nie mogą spoczywać na laurach.

Zdjęcie Canon EOS C300 MARK II plus Atomos Shogun 4K

Canon EOS C300 MARK II plus Atomos Shogun 4K
Cena :
74 999zł

Oficjalny dystrybutor marek